Urzędnicy od lat nie potrafili zająć się problemem. Teraz wyręczą ich mieszkańcy

Urzędnicy od lat nie potrafili zająć się problemem. Teraz wyręczą ich mieszkańcy

Urzędnicy od lat nie potrafili zająć się problemem. Teraz wyręczą ich mieszkańcy

Grupa częstochowian wypowiedziała wojnę reklamom, które bardziej niż cokolwiek promując, zdecydowanie szpecą przestrzeń publiczną w Alejach NMP. Rozpoczęta tydzień temu akcja „Czyściochy” to doskonały przykład oddolnej inicjatywy mieszkańców i powód do wstydu dla urzędników odpowiedzialnych za tzw. miejską estetykę.

Warto doceniać ludzi, którym chce się zmieniać otaczającą rzeczywistość i szanować każdego, kto w czasach postępującego „tumiwisizmu”, potrafi uaktywnić w sobie pierwiastek odpowiadający za troskę o dobro wspólne. Ludzie, którzy odrzucają „mamtowdupizm” jako dominujący w naszym kraju pogląd filozoficzny, zasługują na sympatię. Tak samo jak każdy kto pragnąc zmian, nie siedzi z założonymi rękoma i nie czeka aż się samo zrobi. Nic się samo przecież nie zrobi. Proces, który w konsekwencji ma przynieść oczekiwane zmiany, wymaga ciężkiej i konsekwentnej pracy.

Wygląda na to, że doskonale rozumie to grupa osób, które zainaugurowały firmowaną przez Stowarzyszenie „Lokalni” akcję „Czyściochy”. Za sprawą tych ludzi, Częstochowa dołączyła do grona miast, które odmówiły dalszej zgody na tolerowanie badziewia udającego reklamę. Mało tego, że cokolwiek udającego, przede wszystkim szpecącego przestrzeń publiczną. „Lokalni” zainspirowali swoją koncepcją pięciu radnych z dwóch różnych klubów, a także osoby działające w radach dzielnicy oraz uczniów IV LO i częstochowskiego „plastyka”.

„Czyściochy” chcą wyczyszczenia wpisanej w całości do rejestru zabytków Alei Najświętszej Maryi Panny, wizytówki naszego miasta. Celem tej inicjatywy jest usunięcie z elewacji budynków centralnej ulicy Częstochowy zniszczonych, nieaktualnych i nie współgrających z otoczeniem reklam. Oczywiście nikt w akcie barbarzyńskiej destrukcji nie zamierza rwać ze ścian reklamowych plafonów. Każdy z uczestników dokonuje inwentaryzacji i opisu we wcześniej przygotowanym formularzu wskazanej kamienicy oraz wykonuje dokumentację fotograficzną.

Wystarczy przejść się alejami by zauważyć, że reklamy umieszczone są dosłownie wszędzie. Dookoła bram oraz w nich samych, nad witrynami sklepów, na balkonach mieszkań. Chaos, burdel, wizerunkowa katastrofa. Niejednokrotnie wykonane z mało trwałych materiałów, wypłowiałe pod upływem czasu, często nieaktualne i zdecydowanie antypromocyjne. Brak jakiejkolwiek symetrii i spójnej formy, potęguje wrażenie wizualnego bałaganu. Bezładu, który z estetyką ma tyle wspólnego co nowi inwestorzy z Częstochową.

Jak zapowiadają inicjatorzy wspomnianego projektu, na podstawie informacji zawartych w formularzach, sporządzony zostanie raport, który na początku przyszłego roku trafi na ręce prezydenta Częstochowy, estetyka miejskiego, nadzoru budowlanego i konserwatora zabytków. Miejmy nadzieję, że opłacani z naszych podatków urzędnicy pochylą się nad jego lekturą, podumają, wydumają i coś z tym problemem w końcu zrobią. Szkoda by było bowiem zmarnotrawić energię dwudziestu fajnych ludzi. Tych, którzy w deszczową sobotę z własnej, nieprzymuszonej woli biegali po mieście i społecznie robili to, co powinna już dawno zrobić pełnomocnik prezydenta od tzw. estetyki miejskiej. Tym bardziej, że od lat bierze za to publiczne pieniądze.

Swoją drogą, akcja zorganizowana przez Stowarzyszenie „Lokalni” to doskonały przykład na to, że obywatele nie muszą być wiecznie skazani na urzędniczą indolencję. Z drugiej strony, skoro sami potrafią się skrzyknąć i zrobić coś pożytecznego, to jakie uzasadnienie ma utrzymywanie zbędnego etatu pełnomocnika prezydenta ds. estetyki miejskiej? Trzeba mieć nadzieję, że pani pełnomocnik zawstydzi się choć trochę, zrobi rachunek sumienia i ruszy w miasto z „Czyściochami”. Jak zapowiadają pomysłodawcy akcji, planowane są jeszcze dwa wypady w aleje. Jeśli pełnomocnik od estetyki się postara, zaświeci przykładem i ze zwiększoną dynamiką będzie przemieszczać się od jednej kamienicy do drugiej, to jest szansa, że do pełnego zinwentaryzowania wystarczy tylko jeden kurs po centrum. Ale warunek, trzeba się w końcu ruszyć zza biurka. Od spijania litrów kawy finansowanej przez podatników w zaciszu gabinetu w magistracie, estetyka w mieście się nie poprawi.

autor: Adrian Biel

Podziel się!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest

Sprawdź także:

Zostaw komentarz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *