Hotelarstwo w Polsce wchodzi w trudny etap. Popyt powoli się odbudowuje, ale konkurencja rośnie szybciej niż liczba gości. W takich warunkach wygrywają nie ci, którzy potrafią zbudować hotel, lecz ci, którzy tworzą coś więcej niż miejsce do spania. O tym, jakie strategie rzeczywiście działają dziś w branży i jak budować odporny model biznesowy w zmiennych warunkach rynkowych, opowiada Andrzej Bartkowski, Prezes MCC Mazurkas Conference Centre & Hotel**** w Ożarowie Mazowieckim.
Polski rynek hotelarski wciąż nie wrócił do stabilności sprzed pandemii. Według danych GUS średnie obłożenie obiektów w Polsce kształtuje się na poziomie od 40 proc. do 50 proc. Oznacza to, że wiele z nich nie osiąga progu opłacalności. Dla hoteli opartych wyłącznie na noclegach oznacza to codzienne balansowanie na granicy rentowności i szukanie sposobów, żeby domknąć budżet.
Pokoje to za mało
Popyt na usługi hotelowe stopniowo się odbudowuje. Potwierdzają to dane GUS, według których w pierwszym półroczu 2025 roku liczba gości hotelowych wzrosła o ponad 11 proc. rok do roku. Niestety, ten wzrost nie przekłada się na wyraźną poprawę obłożenia. Na rynek wciąż trafiają nowe pokoje i nowe obiekty, przez co popyt rozkłada się na coraz większą liczbę hoteli. Dodatkowo branża musi dziś rywalizować z dynamicznie rozwijającym się rynkiem najmu krótkoterminowego. Platformy takie jak Airbnb skutecznie przejmują część popytu, szczególnie w dużych miastach, zwiększając presję konkurencyjną poza klasycznym rynkiem hotelowym.
– Pokoje w hotelu są potrzebne, ale opieranie całego biznesu tylko na noclegach przestaje się sprawdzać. Kiedyś to wystarczało – hoteli było niewiele, a gospodarka dynamicznie się rozwijała. Dziś konkurencja jest ogromna – mówi Andrzej Bartkowski.
– My od początku wiedzieliśmy, że trzeba obrać inny kierunek. Konferencje, kongresy, wydarzenia, gastronomia czy catering to obecnie fundament naszej działalności. Gości indywidualnych mamy niewielu, bo hotel żyje dużymi wydarzeniami – czasem na kilkaset, a nawet na ponad tysiąc osób. Cały czas coś się dzieje: pojawiają się nowe wyzwania, nowe imprezy i nowe pomysły do realizacji. I moim zdaniem tylko taki hotel, który nie jest wyłącznie miejscem noclegowym, ale przestrzenią pracy, spotkań i wydarzeń, ma szansę dobrze funkcjonować – dodaje ekspert.
Z potrzeby, nie z ambicji
Historia Grupy Mazurkas od początku była historią dywersyfikacji. Wszystko zaczęło się na początku lat 90. od biura podróży zajmującego się turystyką przyjazdową. Firma dynamicznie się rozwijała, sprowadzając do Polski coraz większą liczbę gości z zagranicy. Szybko okazało się, że brak własnej bazy noclegowej staje się realnym ograniczeniem dalszego wzrostu. Hotel miał więc być w zamyśle uzupełnieniem i wzmocnieniem działalności. Z czasem jednak stał się fundamentem kolejnych kierunków rozwoju.
– MCC Mazurkas to przede wszystkim miejsce dużych spotkań i wydarzeń, często na kilkaset, a czasem nawet na tysiąc czy więcej osób. Hotel żyje tym, że cały czas coś się w nim dzieje. Jednego dnia odbywa się kongres medyczny, drugiego szkolenie międzynarodowej firmy, trzeciego gala albo wydarzenie tematyczne. Taki model daje stabilność, bo nie jesteśmy uzależnieni ani od sezonowości turystyki, ani od tego, czy ktoś przyjedzie do Warszawy tylko na weekend. Uzupełnieniem tej działalności jest catering. Bankiety, przyjęcia koktajlowe czy imprezy plenerowe realizujemy właśnie w tej formule – jedziemy tam, gdzie chce klient. Dzięki temu doświadczenie i umiejętności zespołu mogą pracować również poza murami hotelu. To podejście pokazuje, że budowanie biznesu wokół ludzi i kompetencji jest trwałą i dobrą drogą rozwoju – zaznacza ekspert.
Cena czy jakość? Rynek na rozdrożu
Jednym z największych wyzwań współczesnej branży hotelarskiej jest obecnie presja cenowa. Klienci coraz częściej kierują się wyłącznie tym, ile będzie ich kosztować dana usługa. W takich warunkach wygrywanie jakością, pomysłem czy kreatywnością staje się znacznie trudniejsze niż kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat temu.
– Dziś na Zachodzie w wielu miejscach jakość i doświadczenie nadal mają większe znaczenie. Wierzę, że u nas za kilka lat będzietak samo. Wraz z rozwojem gospodarki i wzrostem zamożności klienci zaczną doceniać jakość, pomysł i rzetelną pracę. Bo w dłuższej perspektywie nie wygrywa ten, kto jest najtańszy, tylko ten, kto robi rzeczy dobrze, konsekwentnie i z myślą o kliencie. I to właśnie buduje markę, do której chce się wracać – podsumowuje Andrzej Bartkowski.













